wtorek, 31 lipca 2018

Las Terrazas w drodze do Cienfuegos.Dzień drugi.



Spojrzałam dziś w kalendarz i okazało się, że mamy bardzo mało czasu!
 Źle to jakoś obliczyłam- jeśli mamy dojechać do Santiago de Cuba 21.07, kiedy to oczekuje nas rodzina Javiera, to musimy odpuścić dzikie plaże w okolicach Cutijas. W podjęciu tej trudnej decyzji pomogło nam kilka czynników. O11.00 tutejszego czasu Polska zmierzyła się z Senegalem w pierwszym meczu Mundialu 2018. Reżimowa telewizja kubańska pokazuje wszystkie mecze a telewizorów tu o dziwo pod dostatkiem. Znowu trafiliśmy więc do Charlies’s Tapas Bar, gdzie w towarzystwie przystojnych kelnerów obejrzeliśmy pierwszą porażkę polskiej drużyny (1:2)Szkoda, bo dziś urodziny Maciusia i myślałam, że będzie miał fajny prezent-:)




Poza tym zaczęło padać. Opuściliśmy więc Vinales, które tak skradło moje serce, zahaczając jeszcze po drodze o poniekąd słynny, ale paskudny Mural de la Prehistoria ( tylko z daleka ale i to bez sensu, bo chyba nie widziałam równie kiczowatego „dzieła”, które w tak spektakularny sposób popsuło piękną skałę). 



Punkt widokowy Mirador niedaleko sympatycznego hotelu Los Jazmines godny polecenia, bo faktycznie roztacza się stąd przepiękny widok na dolinę Valle de Vianles, która w 1999 r. została objęta patronatem jako Kulturowe i Przyrodnicze Dziedzictwo Ludzkości.

















Między Vinales a Havaną ( zjazd na 51 km A4) znajduje się przedziwna modelowa wioska-Las Terrazas, obecnie Rezerwat Biosfery, od 1985 r. pod patronatem Unesco ( wstęp na teren Rezerwatu 2 CUC/osoba).Las Terrazes powstało w ramach rządowego projektu ( 1968-1971) na 5000 ha zniszczonego i spustoszonego terenu- utworzono tarasy o łącznej długości 1500 km i posadzono 6 mln drzew a później zbudowano tą idylliczną miejscowość Las Terrazas i osiedlono tam zubożałych rolników, głównie w biało- czerwonych domkach wokół jeziora San Juan. Obecnie mieszka tu ok. 1000 osób, w tym wielu artystów posiadających swoje otwarte atelier.Na budynkach odcisnął się już ząb czasu i przydałaby się im renowacja, ale mimo to całość robi niesamowite, bajkowe wrażenie. Duża ilość egzotycznych roślin, rzadkich okazów ptaków i ta cisza..Mieszkańcy jak nigdzie indziej dbają o przyrodę a ta odwdzięcza się im obficie.














Mieliśmy okazję pobyć i doświadczyć tej symbiozy jedząc lunch w ekologicznej wegańskiej restauracji El Romero. Dania zawierały kwiaty lotosu, egzotyczne owoce, ekologiczne warzywa, masę traw i nieznanych mi liście no i oczywiście czarną fasolę podawaną na dziesiątki sposobów.






















Do tego kawa parzona wg receptury stosowanej  przez rolników do końca XX w.






W okolicy można również popływać w naturalnych Banos del Rio San Juan albo wybrać się do „Tęczowego Wodospadu” ( Salto del Arco Iris) w pobliskim Soroa, ale nie starczyło nam czasu a poza tym zaczął padać deszcz, który przeszedł w regularną burzę z piorunami, która towarzyszyła nam prawie do samego Cienfuegos.











 

 Pora deszczowa pokazała swoje oblicze, ale znowu nie dała nam się bardzo we znaki, bo przecież  i tak byliśmy w drodze.










Do Cienfuegos dotarliśmy już po zmroku ( słońce zachodzi tutaj parę minut po 20.00 i nastaje ciemność). Dobrze, że „nasza Pani z Vianles” zadzwoniła do casy, której dała mi wizytówkę, bo ciężko po ciemku znaleźć jakiś nocleg. Tak to właśnie tutaj działa- wystarczy mieć zarezerwowany pierwszy nocleg, dalej dostaje się „rekomendacje” kolejnych noclegów ( a właściciele casas swoją dolę za polecenie). W tym przypadku cena za pokój 26 CUC ( z czego 1 CUC dla Pani z Vinales za polecenie). Na wizytówce casy znajduje się informacja, że posiada taras z wi-fi na dachu. W praktyce- zlokalizowana jest przy placu, na którym jest hot-spot, więc na tarasie łapie wi-fi- oczywiście jest to wi-fi na kartki.




Przy placu znajdują się dwie lokalne knajpki z kubańskimi fast foodami i napojami(-jedna nazywa się El Rapido i jest to rodzaj kubańskiego "maca")- udaje nam się nabyć piwo płacąc lokalną walutą ( CUP)- sukcesem jest to, że piwo w ogóle  jest dostępne ( w sklepach nie znalazłam) a do tego kosztuje w przeliczeniu 2 pln ( a nie 8-10 pln- tyle kosztuje w barach dla turystów). Podobnie jest z pizzą, którą można tu nabyć za parę groszy i jest zaskakująco dobra.

Na zdjęciu poranek w El Rapido- czynne jest 24 h i można za 20gr wypić naprawdę dobrą kawę:




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz